
Kostrzyn – Szczecin.
Miało być 170 kilometrów. Wyszło 250.
Plan wyglądał rozsądnie. Wsiąść z rowerami do pociągu w Warszawie, po około czterech godzinach wysiąść w Kostrzynie nad Odrą, przejechać spokojnie wzdłuż rzeki przez niemiecką stronę pogranicza i po mniej więcej 170 kilometrach zakończyć wyprawę w Szczecinie i wrucić do Warszawy.
Brzmiało niemal zbyt prosto.
Ostatecznie licznik pokazał około 250 kilometrów. Były dodatkowe drogi, zmiany planu, odbicia od głównej trasy, miejsca, których szkoda było ominąć, i takie momenty, kiedy człowiek patrzy na mapę i mówi: „to tylko kawałek dalej”.
Nie była to wyprawa na wynik. Chcieliśmy zobaczyć Odrę z perspektywy roweru, pogranicze polsko-niemieckie, małe miejscowości i ogromne przestrzenie Doliny Dolnej Odry.


Trasa i dane
Z Warszawy prosto nad Odrę
Największą zaletą tej trasy jest to, że nie trzeba organizować samochodu ani martwić się o powrót do miejsca startu. Rano pakujemy rowery do pociągu w Warszawie. Około czterech godzin później wysiadamy w Kostrzynie nad Odrą i właściwie od razu możemy zaczynać jazdę.
To jeden z tych momentów, które lubię w podróżach rowerowych najbardziej. Jeszcze kilka godzin wcześniej Warszawa, ruch uliczny, dworzec, perony i kawa kupowana przed odjazdem. Chwilę później sakwy są już na rowerach, nawigacja pokazuje kierunek, a przed nami kilka dni, podczas których wszystko, czego potrzebujemy, wieziemy ze sobą.
Sam Kostrzyn zasługuje na więcej niż szybki przejazd. Pozostałości dawnego miasta i Twierdzy Kostrzyn robią ogromne wrażenie. Starówka została zniszczona podczas II wojny światowej i nigdy jej nie odbudowano. Dzisiaj pomiędzy ruinami dawnych ulic, fundamentami domów i fragmentami fortyfikacji coraz mocniej wchodzi natura.
Niemiecka strona Odry – cisza zamiast atrakcji „must see”
Nie jest to trasa zbudowana z wielkich zabytków stojących co pięć kilometrów ale jest kilka fajnych dziurek. Jej największą atrakcją jest sama przestrzeń. Wały przeciwpowodziowe, pola, kanały, niewielkie wsie, stare gospodarstwa i Odra pojawiająca się raz bliżej, raz gdzieś w oddali. Jedzie się długo bez samochodów i bez poczucia, że co chwilę trzeba gdzieś skręcać. Jednym z pierwszych miejsc, które warto zauważyć, jest Kienitz. W centrum stoi radziecki czołg T-34 – pamiątka związana z historią końca II wojny światowej. Dalej pojawia się Groß Neuendorf. Dawny port nad Odrą ma zupełnie inny charakter. Stare obiekty przemysłowe przypominają o czasach, kiedy rzeka była przede wszystkim ważnym szlakiem transportowym.
Oderbruch – krajobraz, który najlepiej ogląda się powoli
Duża część naszej drogi prowadziła przez Oderbruch, rozległą nizinę rozciągającą się po niemieckiej stronie Odry. Nie jest to krajobraz dramatyczny. Nie ma wielkich gór, serpentyn ani punktów widokowych wymagających długiego podjazdu. Jest dokładnie odwrotnie. Horyzont jest daleko, teren prawie płaski, a drogę wyznaczają wały, kanały i rzędy drzew. Właśnie dlatego rower pasuje tutaj idealnie.
Miało być 170. Skąd wzięło się 250 kilometrów?
Na mapie wszystko wyglądało dobrze. Około 170 kilometrów z Kostrzyna do Szczecina wydawało się dystansem, który można spokojnie podzielić i przejechać bez większego wysiłku. Tyle że mapa ma jedną wadę. Nie pokazuje wszystkich naszych pomysłów. Tu zjedziemy zobaczyć port. Tam pojedziemy inną drogą, bo wygląda ciekawiej. Kilka kilometrów dalej okaże się, że warto odbić nad samą Odrę. Następnego dnia zmieniamy przebieg, bo zamiast skrótu wybieramy trasę przez kolejną miejscowość. Pięć kilometrów tu. Dziesięć tam bo nocleg, bo dobra kanapka z szynką a sznycel?. Pod koniec wyjazdu Garmin jest jednak bezlitosny: około 250 kilometrów. Prawie osiemdziesiąt więcej, niż zakładaliśmy.
Criewen i Park Narodowy Doliny Dolnej Odry
Im bliżej Schwedt, tym krajobraz coraz mocniej zaczyna być związany z wodą. Docieramy do jednego z najciekawszych fragmentów całej podróży – Nationalpark Unteres Odertal, niemieckiego Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry. Trasa prowadzi wśród rozległych łąk, starorzeczy, kanałów i terenów zalewowych. Tutaj naprawdę warto zwolnić. Nie dlatego, że droga jest trudna. Po prostu szkoda przejechać ten fragment ze wzrokiem wbitym wyłącznie w licznik. W Criewen można zatrzymać się przy centrum parku i zespole pałacowo-parkowym. To dobre miejsce na przerwę przed dalszą jazdą w kierunku Schwedt.
Najciekawsze miejsca na trasie
Twierdza Kostrzyn
Ruiny dawnego miasta i świetny początek wyprawy.
Unteres Odertal
Wały, rozlewiska, ptaki i ogromna przestrzeń Dolnej Odry.
Gartz
Niewielkie niemieckie miasteczko i jeden z najładniejszych fragmentów trasy.
Schwedt, Gartz i droga po wale
Schwedt nad Odrą jest największym miastem na tym odcinku trasy. Można tu zrobić zakupy, zjeść coś porządnego i chwilę odpocząć, ale dla rowerzysty najważniejsze jest to, że stąd zaczyna się kolejny świetny fragment jazdy w kierunku Gartz i Mescherin. Gartz jest niewielkie, ale warte zatrzymania. Okolica daje też bardzo dobre widoki na dolinę Odry. Po wielu kilometrach płaskiej jazdy nawet niewielkie wzniesienie zaczyna wyglądać podejrzanie, ale panorama wynagradza wysiłek.

Mescherin – ostatnie kilometry niemieckiej Odry
Kolejny punkt to Mescherin. Mała miejscowość nad Odrą ma w sobie coś, co sprawia, że chce się tutaj usiąść choćby na chwilę. Jest rzeka, marina, widok na polską stronę i poczucie, że kończy się jeden etap podróży. Dla nas był to również symboliczny moment. Przez większość drogi jechaliśmy po niemieckiej stronie Odry, ale Szczecin był już coraz bliżej.
Szczecin – meta, która naprawdę smakuje
Wjazd do dużego miasta po kilku dniach jazdy ma szczególny charakter. Nagle zamiast wału – ulice. Zamiast ptaków nad rozlewiskami – tramwaje. Zamiast zastanawiać się, gdzie będzie kolejny sklep, można wybierać między kawiarniami. Szczecin jest bardzo dobrą metą takiej podróży również z praktycznego powodu: wracamy stąd pociągiem prosto do Warszawy.
Dystans: ok. 250 km Planowany dystans: ok. 170 km
Dojazd: pociąg Warszawa – Kostrzyn nad Odrą, ok. 4 godziny, bilet za osobę z rowerem 76 PLN
Powrót: pociąg Szczecin – Warszawa ok. 4,5 godziny, bilet za osobę z rowerem 144 PLN
Rower: gravel, apidyra pod siodełko, apidura kierownica
Nawierzchnia: większość to asfalt, drogi rowerowe, wały, lokalne drogi
Czy warto przejechać z Kostrzyna do Szczecina rowerem?
Jeśli szukacie technicznych singletracków, stromych podjazdów i sportowego wyzwania – nie tutaj (chociaż można szosą pyknąć w dwie 6 godzin ale po co :)). Ale jeśli lubicie podróżować podobnie jak my, ta trasa ma ogromny potencjał. Jest stosunkowo płaska, pozwala przez wiele kilometrów jechać poza intensywnym ruchem samochodowym i łączy kilka zupełnie różnych krajobrazów. Do tego dochodzi coś, czego nie da się zaznaczyć na mapie.
Poczucie drogi.
Każdego ranka pakujemy sakwy, wsiadamy na rowery i ruszamy dalej. Wieczorem jesteśmy kilkadziesiąt kilometrów bliżej Szczecina, choć niekoniecznie dokładnie tam, gdzie zakładaliśmy. Nie zawsze trzeba pojechać najkrótszą drogą.
Czasem 170 kilometrów powinno mieć 250 i 3 dni nie jeden.

